Po wiekach od upadku starożytnej cywilizacji ludzkość zaczyna się pomału podnosić, są to jednak próby jeszcze dość niezborne i wysoce nieskoordynowane. Kto wie, być może człowiek na planecie Mehrgarh już nigdy nie odzyska pozycji gatunku dominującego? Społeczeństwa i ludzkie skupiska są w dużym stopniu odizolowane od siebie, nierzadko wewnętrznie skłócone, rozbite, bądź nadmiernie zróżnicowane pod względem stylu życia i poziomu bytowania; zarówno czysto materialnego, technologicznego, jak i kulturowego. Wspólne jest jedno – ludzie stali się do pewnego stopnia gatunkiem zagrożonym, strąconym w otchłań barbarzyństwa i cywilizacyjnego mroku. Niemniej ludzkie społeczności istnieją i – choć jest to proces mozolny, być może z góry skazany na porażkę – na swój ułomny sposób rozwijają się.
Przyjrzyjmy się przez moment przykładowemu miastu: Sukkut jest bez wątpienia jedną z największych (o ile nie największą w ogóle) i najbardziej okazałych metropolii na całym globie. Ufundowane na kościach innego miasta (z czasów sprzed wielkiego kataklizmu), może się poszczycić nie tylko ogromną – jak na obecne realia – liczbą mieszkańców, ale i wielką różnorodnością społeczną. Otoczone wysokim murem z białego kamienia, dosłownie oblężone przez napierającą zewsząd dziką i nieokiełznaną dżunglę, stanowi dom dla wielu spokojnych obywateli, ale i wszelkiej maści awanturników, traktujących Sukkut jak zasobną w najróżniejsze dobra i usługi bazę wypadową dla swych eskapad, prowadzących w niezbadaną dzicz lub wiodących w rozległe podziemia, w pradawnych czasach stanowiące część starożytnej metropolii, dzisiaj zaś będące schronieniem dla przestępców, dziwacznych istot, szalonych eremitów i groźnych potworów, a także kopalnią niewyobrażalnych skarbów prastarej cywilizacji.

Najzwyklejszy mieszkaniec Sukkut często utrzymuje się z drobnego rzemiosła, bądź rekrutuje się do wciąż postępujących prac budowlanych (w zamierzeniu władz metropolii, mających doprowadzić miasto do nowej świetności). Co odważniejsi zatrudniają się przy wyrębie okalającej miasto dżungli, a nawet dołączają do nielicznych, organizowanych z wielką pompą karawan kupieckich (handel między miastami, lub między miastem a okolicznymi warowniami, grodami i wioskami jest szalenie rzadki, z uwagi na niebezpieczeństwa czyhające na kupców poza murami oraz problemy związane z wysoką umownością, ogólnością i niedokładnością istniejących map, a także niemal całkowity brak regularnej wymiany informacji pomiędzy rozsianymi w dziczy ludzkimi społecznościami).

Sukkut ma także swoją arystokrację. Z pozoru egzystuje ona na o wiele wyższym od przeciętnego stopniu rozwoju – zamieszkuje stojące pośród niezwykłych ogrodów pałace, otacza się luksusem, ma dostęp do wielu artefaktów starożytnej kultury i technologii; od czasu do czasu przedstawiciele panującej klasy przelatują nad metropolią na swych skuterach i ślizgaczach, budząc podziw i zabobonny lęk w przybyłych do miasta barbarzyńcach, w sercach rdzennych obywateli budząc natomiast pomieszany z zawiścią respekt. Ciężkozbrojni Katafrakci – miejscowe rycerstwo, służące arystokracji na zasadach dworskiej gwardii i stanowiące zarazem trzon miejskich sił zaczepno-obronnych – na ulicach pokazują się nie inaczej, niż dosiadając swych pokrytych łuską wierzchowców; wysokich na dwa metry gadów o niezwykle długich cielskach, paszczach ociekających śmiertelnym jadem i mocarnych ogonach zakończonych podobnym do maczugi zrogowaceniem. Obywatele obawiają się tych wojowników, odzianych w polakierowane, szkarłatne, zmechanizowane zbroje; lękają się spoglądać w ich zasłonięte przyłbicami twarze, lecz ów przepełniony osobliwym szacunkiem lęk jest niczym wobec prawdziwego przerażenia, jakie budzą w nich członkowie Tajnej Straży. O ile bowiem Katafrakci stanowią tarczę i miecz władców Sukkut, o tyle Tajna Straż jest sztyletem, garotą i trucizną w ich białych, delikatnych dłoniach.
Surowe komnaty w podziemiach pałaców zamieszkują – na łasce utrzymującej ich arystokracji – Technomanci; zakochani w artefaktach starożytnej technologii archeolodzy i zarazem wynalazcy, przekuwający tajemnice niemal zapomnianej wiedzy w realnie działające urządzenia. Lecz zarówno oni, jak i ich wysoko urodzeni panowie, a nawet nieliczni mędrcy i badacze historii, mają zaledwie blade pojęcie o dziedzictwie Starożytnych i o cudach odległych krain, które zaczynają się tuż za murami Sukkut i rozciągają się hen, aż po tonący w mroku horyzont i jeszcze dalej.
Pod tym względem nie są oni wcale mądrzejsi od półdzikich ludzi zamieszkujących dzicz. Cywilizowany człowiek – szumnie powiedziane, ale tak lubią o sobie mówić mieszkańcy niewielu rozrzuconych na powierzchni planety Mehrgarh miast – spogląda zza swych murów na dżunglę z niewypowiedzianym lękiem (i ma ku temu podstawy). W dusznym mroku owych rozległych, wilgotnych lasów żyją jednak ludzie, którzy nauczyli się wykrajać z dziczy swe małe ojczyzny, w których z lepszym lub gorszym szczęściem dożywają swych dni. Zamykają się w okolonych palisadami grodach, a ich najdzielniejsi myśliwi ujeżdżają dwunogie, podobne do bezskrzydłych ptaków, drapieżne gady, dzięki którym przemierzają niebezpieczne okolice z zadziwiającą prędkością i stanowią groźną niespodziankę dla nazbyt aroganckich kupców i awanturników, którym zdarzy się zawitać w te rejony, aby badać ukryte w gąszczu gigantycznej roślinności ruiny starożytnych miast i świątyń.

Ludzie dżungli dzień po dniu walczą z dziką przyrodą o przetrwanie, korzystając z okupionych krwią dobrodziejstw na równi z innymi jej mieszkańcami, a są wśród nich najprzeróżniejsze wielkie gady, ogromnych rozmiarów insekty, kryjące się w jaskiniach małpoludy (będące jakąś prastarą, zdegenerowaną odnogą gatunku ludzkiego), jak również tajemnicze ludy i plemiona wszelkiej maści, nie mające z ludźmi wiele, lub zgoła nic wspólnego. Osobną kwestię stanowią Kruthii – dzicy i okrutni ludzie o prymitywnych, grubo ciosanych obliczach, mający swe leża na bagnach i w lasach gigantycznych grzybów. Mówi się, że są oni efektem krzyżowania się samców małpoludów z porwanymi przez nie, ludzkimi kobietami. Któż jednak miałby dociec prawdy?
Górskie rejony, w których dżungla ustępuje nagim, wulkanicznym skałom, w duszących oparach, unoszących się ze skalnych szczelin, pod zasnutym ciemnymi chmurami niebem żyją barbarzyńcy o jasnej skórze i stalowych mięśniach; mistrzowie wspinaczki i zawołani wojownicy, nieustannie toczący brutalne, międzyplemienne boje. Słyną oni z ujeżdżania górskich tygrysów (co ściśle wiążę się z rytuałami inicjacji), a zamieszkują otwarte osady w trudno dostępnych, górskich rejonach, bądź surowe kamienne twierdze, pozostawione tu przez ich bardziej zaawansowanych technologicznie przodków. Kultura tych nieustraszonych wojowników jest mocno związana z polowaniem na skrzydlate bestie, które na omiatanych zimnym wiatrem szczytach wiją swe gniazda.
Powyższe przykłady to jedynie wycinek; drobny fragment ludzkiej społeczności na Mehrgarh, choć bez wątpienia jest on dla tej starej planety dość reprezentatywny, by go tutaj przedstawić jako charakterystyczny przykład. Pozdrawiam.
C.D.N.
Hm, patrząc na to co piszesz o mieście Sukkut - teza że 'ludzkie społeczności istnieją i – choć jest to proces mozolny, być może z góry skazany na porażkę – na swój ->ułomny<- sposób rozwijają się.' - jest, moim zdaniem, trochę dziwna ;).
OdpowiedzUsuńDużo jest tego typu miejsc na Mehrgarh?
Peace,
Skryba.
Właśnie niewiele. Zakładam, że Sukkut jest największe i najbardziej zaawansowane.
OdpowiedzUsuńAle nawet to miasto jest dotknięte problemem dekadencji najwyższych warstw (choć arystokracji jest tak naprawdę niewiele), a rozwój dotyczy głównie budowania pomników i upiększania otoczenia dzielnicy pałaców; reszta miasta przypomina zaś, powiedzmy, Arenjun w Zamorze (Conan).
Natomiast wynalazki Technomantów są po pierwsze nieliczne, po drugie zazwyczaj dość dziwne i najczęściej służą rozrywce bogatych lub celom wojskowym. Jednym z niewielu takich technicznych gadżetów, jakie weszły w Sukkut do w miarę powszechnego użycia, są tzw. igłowce, czyli sprężynowe pistolety wystrzeliwujące podobne do igieł pociski (miejska, lekka broń boczna - pomysł ukradłem z "Księgi Długiego Słońca" Wolfe'a).
No i trzeba pamiętać, że ludzkie osiedla są mocno odizolowane (points of light); kuleje ogólna wiedza, medycyna, i co nie mniej istotne - jakiekolwiek poczucie historycznej tożsamości w zasadzie nie istnieje.
Pozdro :)